Archiwum styczeń 2014


sty 17 2014 8. Party is over
Komentarze: 0

Rano obudziłam się z cholernym bólem głowy co mogło sygnalizować tylko jedno: za dużo wczoraj wypiłaś Forbes.  Zaparzyłam na obu kawę i nadal radowaliśmy się z tego, że Jared otrzymał tą rolę, należało mu się. Tyle pracy włożył w to, aby coś osiągnąć.

- Chciałbym żebyś poznała mojego brata, nie będziesz miała nic za złe jak nas odwiedzi za niedługo? – zapytał patrząc na mnie lekko uśmiechnięty, odwzajemniłam jego uśmiech.

- Oczywiście niech wpada, przecież z miłą chęcią go poznam! – powiedziałam radośnie. Było mi miło, że chce mnie komuś przedstawić, że jednak coś do mnie ma… Eh byłam i tak cholerną pesymistką i sądziłam, że z biegiem czasu i tak mu się znudzę. Nigdy nawet nie wyobrażałam sobie siebie z jakimś facetem, sądziłam, że jeżeli już nie mogę sobie nikogo znaleźć to już nie znajdę do zasranej śmierci. Można powiedzieć, że Jared spadł mi jak z nieba. Może taki plan miał dla mnie los, miałam dotknąć dna aby się odbić, kto to wie.

- Tylko muszę uczulić Cię na jedną sprawę.. – zaczął niepewnie Jared, wyczułam w jego głosie coś takiego.. dziwnego.

-  O co chodzi? – zapytałam

- Mój brat jest po odwyku, wiesz niby jest okej i tak dalej ale nie wiadomo czy mu coś nie odwali, jeżeli cokolwiek by się działo, to mów mi dobrze? – widziałam w jego oczach zatroskanie, uśmiechnęłam się sama do siebie w duchu żeby tego nie pokazywać, miło, że ktoś się o mnie martwił.

- Dobrze – powiedziałam i musnęłam jego policzek, a ten się uśmiechnął – Będę mówić – pocałowałam go w usta. Nagle Jared spojrzał na zegarek który wskazywał 11. Postanowiliśmy pójść na zakupy a potem miałam być odprowadzona do pracy, ten układ mi nawet pasował. Zakupiliśmy najważniejsze rzeczy do jedzenia, i potrzebne nam, i powędrowaliśmy do mojej pracy. Przed drzwiami wejściowymi pożegnałam się z Jaredem i umówiliśmy się, że będzie na mnie czekał w domu, pocałował mnie czule a ja z uśmiechem na twarzy podeszłam do pracy.  Uśmiech nie znikał mi z twarzy nawet jak miałam problemy w pracy, bądź klientowi coś się nie podobało, zdziwiłam się sama że za uśmiech mogę dostać tyle napiwków, uzbierałam całego dnia 150 dolarów, co naprawdę jest ogromną sumą. Zdecydowanie częściej Jared musi odprowadzać mnie do pracy, to załapię więcej pieniędzy, pracowałam bite 12 godzin, około 1 w nocy byłam w domu, a Jared siedział i czytał jakąś gazetę, pomyślałam sobie pierw że mógłby już spać zamiast czekać na dziewczynę i wiedziałam, że się nudzi. Ale za 2 dni z tego co opowiadał miał przyjechać do nas jego brat – Shannon.

- Jest mi teraz Ciebie szkoda, mogłeś już spać, a nie czekać aż wrócę z pracy – powiedziałam i pocałowałam go na powitanie

- Obiecałem, że będę czekał więc czekam, jak było w pracy? – zapytał

- Zdecydowanie musisz częściej mnie odprowadzać do pracy, bo miałam dobry humor i z napiwków uzbierałam 150 dolarów! – powiedziałam

- Hmm… No to będę Cię odprowadzał – uśmiechnął się i pocałował mnie namiętnie, a ja usiadłam na krześle obok niego. Podał mi szklankę i nalał soku.

- Opowiedziałbyś mi coś o swoim bracie, wiesz.. nie chciałabym zaliczyć jakieś wpadki przy nim – Jared spojrzał na mnie i się roześmiał

- Jasne, że opowiem. To, że nazywa się Shannon już wiesz – uśmiechnął się i spojrzał na mnie – jest straszy ode mnie, dorastaliśmy razem i ogólnie byliśmy nierozłączni, do czasu kiedy Shann przesadził któryś raz z dragami.  Przychodził codziennie zaćpany. Był agresywny, często wyżywał się na bezbronnych przechodniach albo rozwalał coś w domu, w końcu sam wysłałem go na odwyk, na początku nie chciał ze mną gadać, mówił że jestem idiotą, że sądzę że jest ćpunem. Potem mi podziękował, że teraz widzi inaczej świat, ale dalej mu do końca nie ufam – powiedział a jego wzrok ani na chwilę nie uciekł z mojej twarzy, na koniec spuścił go ku podłodze

- Na pewno nie jest łatwo ci o tym opowiadać, i więcej nie będziesz musiał, ja nie wymagam, żebyś opowiadał mi wszystko dokładnie z każdym szczegółem, bo niektóre wspomnienia ranią – powiedziałam a on lekko się uśmiechnął. Poszliśmy spać, kiedy słońce wznosiło się żeby znów nastał dzień.  I spaliśmy bardzo długo, nie budziły nas żadne dźwięki dochodzące od sąsiadów, czyli głośna muzyka czy nawet remont. Możliwe, ze zmęczenie tak na nas oddziałało. I takim sposobem cały dzień nawet nie ruszaliśmy się z łóżka, to znaczy Jared nie musiał, ale ja miałam nockę w pracy.

- Pójdę Cię odprowadzić, będzie ci się lepiej pracowało – uparł się Jared i wyszliśmy razem. Los Angeles nocą było bardzo ciekawe, to znaczy mnie zawsze ciekawiło, chociaż to nie Nowy York, gdzie miasto nie śpi.  LA było miastem marzycieli, ale ja do nich nie należałam, za młodu nie marzyłam o niczym co podobne jest do miasta aniołów. Chciałam po prostu być szczęśliwa, później zaczęło się aktorstwo w moim życiu, ale niestety… Nie udało mi się. Mijaliśmy następne ulice w całkowitej ciszy, razem, dłoń w dłoń.  W pracy nie było ruchu. Siedziałam i układałam na kuchni naczynia, zmywałam, piłam kawę, i tak w kółko, w końcu zmyłam podłogę i poszłam do domu. Dzisiaj właściwie miałam wolne i następny tydzień także miałam wolny. Przyjeżdżał brat Jareda a ja jako pani domu musiałam wszystko ogarnąć, zaczęłam więc od sprzątania, nie powiem, że trochę je zapuściłam kiedy pracowałam, ale w pół godziny posprzątałam je błysk, zrobiłam jakieś przystawki, i przygotowałam do połowy obiad, Jared wiernie mi pomagał, co było bardzo miłe ale uciążliwe, bo ciągle byłam od czegoś brudna. Nie kryję, było w nas trochę szaleństwa. No może trochę więcej niż to „trochę”.

- Lecę wtedy po Shannona, możesz już powoli robić obiad, kocham Cię – powiedział jared kiedy wychodził, krzyknęłam tylko, że też go kocham, ale nie wiem czy nawet to usłyszał. Włączyłam radio.  Uwinęłam się z obiadem i właśnie wtedy Jared wszedł a za nim trochę niższy od niego brat. I nie powiedziałabym nigdy że są braćmi bo nie byli zbytnio do siebie podobni, ale no cóż.

- Cześć jestem Shannon – wyciągnął do mnie dłoń, którą oczywiście uścisnęłam z uśmiechem na twarzy.

- Cześć, Elizabeth, jedni mówią Eli, Jared mówi Effy a ty no jak chcesz – zaśmiałam się

- Niech będzie Effy – uśmiechnął się – No to sobie pannę wybrałeś bracie – uśmiechnął się do Jareda, a ja podałam obiad do stołu, rozmawialiśmy przy stole i szło mi nawet dobrze, chociaż miałam problemy z zapoznawaniem się z nowymi ludźmi.  – Proponuję żebyśmy porobili coś wieczorem, może jakieś wyjście, co myślicie?

- Nie wiem czy to dobry pomysł – powiedział Jared i spojrzał na mnie, wiedziałam, że bał się, że brat coś nakombinuje.

- Będę grzeczny, weź dziewczynę i pójdziemy na tańce, nie daj się prosić Jay – powiedział Shannon, a Jared w końcu się ugiął. Poszliśmy na „tańce” … nienawidziłam tańczyć, ale musiałam się zmuszać, a z każdym kolejnym drinkiem przychodziło mi to coraz łatwiej, nie opuszczałam Jareda o krok ani on mnie, tak jakbyśmy byli tam sami. Tylko my.  W końcu z wlanego do mojego organizmu płynów musiało zachcieć mi się iść do toalety.  Czekałam w kolejce, która wyglądała jakby dawali tam coś za darmo, ale musiałam czekać przecież nie pójdę do męskiej, podszedł do mnie uśmiechnięty Shannon.

- Jak się bawisz? – zapytał na starcie a uśmiech z twarzy nie znikał mi nadal.

- Dobrze, tylko jak widzisz czekam – powiedziałam

- Nie czujesz się zmęczona? – zapytał patrząc prosto w moje oczy, zrobiło mi się dziwnie, czułam jakby chciał całą mnie rozpoznać jak nie wiem jakiś czytnik.

- Troszeczkę – uśmiechnęłam się lekko i przesunęłam kawałek dalej

- Znam na to sposób – uśmiechnął się i pomachał mi białym proszkiem przed oczami – małe cudo, a cieszy – dodał jeszcze, a z mojej twarzy zniknął uśmiech, no tak, nie dziwiłam się, że Jared się o niego martwił, na imprezach jest pełno dilerów i o towar jest cholernie łatwo.

- Nie dzięki – odparłam

- Nie daj się prosić, przecież nic ci się nie stanie – namawiał mnie dalej.

- Nie, na serio powiedziałam jasno że nie chcę, nie namówisz mnie Shannon – powiedziałam i  stanęłam naprzeciwko niego – Nie powinieneś nawet tego brać, gówno cię tylko wyniszczy – powiedziałam, a ten mocno przywarł mnie do ściany

- Będę robił to co mi się podoba – powiedział, a gdy zobaczył chyba że na serio się przestraszyłam puścił mnie i poszedł w kierunku Jareda. Weszłam do łazienki, i pierwsze co to zamiast iść do kabiny oblałam sobie twarz lodowatą wodą, całkowicie zapomniałam że chciałam przyjść tu po coś innego, doszłam do wniosku, że chcę wrócić do domu. Nigdy nie próbowałam narkotyków, paliłam fakt, ale od dragów trzymałam się daleko. Nie chciałam mieć z nimi styczności. Podeszłam do Jareda, który na mnie czekał przy barze.

- Chyba czas do domu – powiedziałam i lekko zasygnalizowałam mu postawę Shannona który wyrywał jakieś laski i był w środku swojego imprezowania, Jared wkurzony podszedł do brata i zaciągnął go do domu, przez cały czas słuchałam obleg w moją stronę od Shannona.  Było mi głupio ale możliwe, że  na serio nie potrafiłam się wyluzować, ale przecież on się leczył, co miałam patrzeć jak zaraz walnie sobie coś w żyłę? Jared położył Shannona spać w salonie, a ja poszłam do sypialni, ubrałam swoją koszulę nocną i przyłożyłam głowę do poduszki, miałam dość imprez.

- Przepraszam – odparłam kiedy wszedł Jared.

prayingforariot : :
sty 14 2014 7. Until you crash...
Komentarze: 0

Wyszłam z budynku szkoły ale po chwili cofnęłam się i poczekałam na przerwę dorwałam dziewczyny i im powiedziałam, umówiłyśmy się na weekend, że wpadną do mnie i Jareda.  Oddałam mundurek szkolny na szczęście miałam rzeczy na przebranie i ponownie wyszłam z budynku, ogarnął mnie strach. Nie mam już nic, straciłam szkołę, nie mam wykształcenia, nie mam nic w tym pieprzonym Los Angeles, nic prócz Jareda… Nic… Łzy napłynęły do moich oczu.  Nie chciałam już ich powstrzymać. Usiadłam na murku nieopodal mojej szkoły cała drżąc. Nie byłam w stanie opłacić szkoły, była za droga. Z kieszeni wyjęłam paczkę papierosów, wyjęłam jednego i odpaliłam, wolno wypuszczając łzy z oczu i dym z płuc.  Było mi ciężko, bo marzyłam o tym, żeby być aktorką, a teraz wszystko legło w gruzach i dobrze wiedziałam kogo to sprawka. Szybko spaliłam papierosa i wybrałam się tam gdzie nie chciałam już wracać. Nie weszłam nawet przez próg zrobiłam scenę na korytarzu, dostałam w mordę od matki, która zaczęła wyzywać mnie od puszczalskich, chciała być taka… mądra przy sąsiadach.

- To nie ja puściłam się na uniwersytecie i nie wiem kto jest ojcem mojego dziecka, pozdrawiam serdecznie Amber! – matka nie wytrzymała napięcia, i pchnęła mnie prosto na schody, spadłam z jakiś pięciu, i podniosłam się z uśmiechem na twarzy – ładnie byłoby ci w pomarańczowym, jebana psychiczna kobieto! Nie musiałaś rujnować mi moich marzeń, ale najwidoczniej tylko to potrafisz robić.  Wyszłam nawet zadowolona z siebie, chociaż cholernie bolała mnie ręka na jaką upadłam. Wróciłam do domu nim Jared wyszedł na następne przesłuchanie.

- Czemu jesteś tak szybko kwiatuszku? – zapytał

- Rodzicie wydalili mnie ze szkoły – mówiąc rodzice miałam na myśli moją psychiczną matkę

- Uzbieramy żebyś wróciła do szkoły, wiem, że marzysz o tym zawodzie – powiedział

- Nie, Jared nie damy rady. Nie mielibyśmy za co żyć, ja dam sobie radę bez tej szkoły, wezmę pracę na całe dnie, będziemy mieli więcej pieniędzy… - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam, chcąc pokazać mu, że jest dobrze

- Pójdę z nią pogadać – natychmiast wstał – teraz – złapałam go za rękę

- Nie, zostań. To nie ma sensu, byłam tam

- I co tam się działo? – zapytał i spojrzał na mnie troskliwie

- Nic takiego – spuściłam wzrok

- Nie chodź tam więcej, dobrze? – spojrzał na mnie tymi niebieskimi oczami

- Dobrze – uśmiechnęłam się. I wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy i nalałam sobie do szklanki, z Jaredem rozmawiałam i wspierałam go aż do wyjścia, śmiał się, że ma już mnie dosyć, bo ciągle mówię, ze będzie okej. Gdy wyszedł miałam chwilę dla siebie, więc wzięłam długą kąpiel. Potrzebowałam tego, bo ostatnie dni były dla mnie bardzo nerwowe. Ubrałam się już w koszulę nocną i zrobiłam Jaredowi kolację, gdy zbliżała się pora aby wracał.

- I jak? – zapytałam jak ledwo wszedł

- Mówią, że niby się odezwą – pocałowałam go, a on się uśmiechnął od razu, wiedziałam jeszcze jak go rozweselić

- Mam pomysł, może jutro gdzieś razem wyjdziemy co? – powiedziałam

- Jasne – powiedział – to dla mnie? – zapytał patrząc na jedzenie

- Oczywiście, że dla ciebie – powiedziałam, a on zabrał się do jedzenia, a ja cóż. Poszłam spać. Następnego dnia, poszliśmy na długi spacer, idiotycznie się bawiąc, jak dzieci. Brakowało mi tego, bo gdy zamieszaliśmy razem, właściwie wszystko kręciło się wokoło naszych obowiązków.  Nie mieliśmy zbytnio czasu dla siebie, ciągle zabiegani, Jared  chodził od przesłuchania na przesłuchanie, ja zaś byłam raz w pracy, raz w szkole. Tęskniłam, za jego głosem zwykle gdy siedziałam w pracy czy szkole. Koleś odmienił moje życie, pokazał mi, że jednak potrafię kochać.

- Nina, chciałbym żebyś wiedziała – odgarnął mi włosy z twarzy – że kocham ciebie, i właściwie tylko dzięki Tobie walczę – powiedział a ja delikatnie stojąc na palcach pocałowałam jego policzek i złapałam jego dłoń. Pierwszy raz usłyszałam z jego ust „kocham cię” . Nie potrafię określić jak cholernie szczęśliwa się poczułam, wyszeptałam mu do ucha te same dwa słowa, a on wziął mnie na ręce tak po prostu i zaczął świrować co miał w swoim zwyczaju, zawsze był szalony. Zawsze mogłam na nim polegać byłam w pewnym sensie jego a on mój. Dzisiaj czyli dokładnie 3 Lutego 1993 straciłam swoje dziewictwo, i nie, nie opiszę wam jak to wyglądało, nie ukażę ani grama tej namiętności, bo jest moja, własna, prywatna, i nie chcę  jej z nikim tego dzielić. Może się zawiedziesz, że nie poznasz jaki mój chłopak jest w łóżku, ale jest mój i dlatego tego się nie dowiesz.  Jedyne co mogę właściwie w tym momencie powiedzieć,  że pomimo strachu nie było tak jak mi naopowiadano. Było mi dobrze, a to chyba najważniejsze.

* * *

- Effy widziałaś gdzieś moją koszulę? – powiedział całując mnie w czoło i nerwowo szukając swojej koszuli

- Tutaj jest kochanie – podałam mu białą koszulę, a on uśmiechnął się

- Przepraszam, bardzo się stresuję możliwe, że mi się uda! Wiesz zdjęcia są dopiero za rok, ale może mi się uda Effy – był taki zdenerwowany że chodził w kółko

- Wierzę w ciebie, leć już bo się spóźnisz – pocałowałam go czule, a on uśmiechnął się lekko i wybiegł z mieszkania. Cały Jared. Poszłam do kuchni, ponieważ dzisiaj miały wpaść do nas dziewczyny i mieliśmy razem pograć i pogadać.  Przygotowałam przystawki, żeby nam się lepiej gadało i zarazem popijało jakieś wino czy piwo.  Dziewczyny przyszły a Jareda wciąż nie było, szczerze trochę się denerwowałam, czy wszystko poszło dobrze.

- Jak dobrze Cię widzieć, jak radzisz sobie bez szkoły? – Anna usiadłam i złapała kanapkę zrobioną przeze mnie.

- Nawet jakoś sobie radzę, jest ciężko bo szkoła była dla mnie przyszłością, ale mam faceta aktora więc co ja jeszcze aktorka chyba za dobrze by było – zaśmiałam się

- No właśnie a jak z Jaredem? – zapytała Daria uśmiechając się

- Idealnie. Daje mi wszystko czego mi brakowało w moim życiu – uśmiechnęłam się mimowolnie, do domu wszedł Jared głośno trzaskając drzwiami

- I jak?! – wstałam aż gdy go zobaczyłam

- DOSTAŁEM ROLĘ! – krzyknął, i pocałował mnie najmocniej chyba jak mógł. – No i cześć dziewczyny – zaśmiał się.

- A dokładniej? Wiesz coś? – zapytałam uśmiechając się

- Próbne zdjęcia zaczynają się za pół roku, potem będą te słuszne – był dumny i uśmiechnięty.  Cały wieczór się bawiliśmy, jak nigdy poszliśmy nawet do klubu, tańczyłam z Jaredem prawie do rana, a potem zasnęliśmy w sypialni, tuląc się do siebie. Było idealnie, i miałam nadzieję, że dalej tak będzie. 

prayingforariot : :
sty 13 2014 6. Time to wake up
Komentarze: 0

 

- Elizabeth, powinnaś wrócić do domu – powiedziała bez uczucia, patrząc na mnie swoimi oczami bez uczucia, jakby patrzała na przedmiot

- Mieliście mnie w dupie przez tyle czasu, teraz wam się przypomniało o córeczce? Bo co, Amber was zawodzi? Bo chcielibyście może mieć się na kim wyżyć? – krzyknęłam niemal zalewając się w łzach ale powiedziałam sobie, że będę silna. Spojrzała na mnie znów tym swoim zimnym spojrzeniem, a ja centralnie wpatrując się jej w oczy czekałam aż coś powie.

- Nie popełniaj błędu jak  Amber – powiedziała znów jak do śmiecia, nie wytrzymałam i zaczęłam się drzeć głośniej niż wydawało mi się, że potrafię

- Nie jestem dziwką jak ona! Myślicie, że ona była taka idealna jak była w moim wieku? Spierdalała z domu na imprezy i ruchała się z kim popadnie, więc teraz nie bądźcie zdziwieni że wpadła!  Nie wiem czym ja zawiniłam, że tak mnie nienawidzicie, ale nigdy nie będę nią! I nie potrzebuję waszej miłości, żeby być szczęśliwą! – zobaczyłam w jej oczach łzy, ale nie przestawałam – Teraz płaczesz, a kiedy byłaś kiedy ja ryczałam dniami, i faszerowałam się tabletkami bo sądziliście, że jestem jebnięta bo miałam próbę samobójczą? Gdzie wtedy byłaś mamo? Kiedy Cię potrzebowałam, a pamiętam. Miałaś mnie w dupie i teraz ja mam ciebie w dupie, idź do swojej ukochanej córeczki, w waszym domu nie ma dla mnie miejsca, pogódź się, że tam nie wrócę – powiedziałam

- Eli…

- Przestań się użalać nad sobą, trzeba było pomyśleć, kiedy mnie raniłaś – powiedziałam bez uczucia

- Wróć do domu

- Nie, a teraz możesz już sobie iść, wolę spędzać czas z moich chłopakiem niż patrzeć na twoją zakłamaną twarz – zamknęłam jej drzwi pod nosem i opadłam na podłogę, a moje oczy zalały się łzami, nie zrozumcie mnie źle, ale cały ból jaki doznałam od nich przenikał przez moje ciało właśnie w tym momencie, byłam zdruzgotana, ale zarazem przepełniona nienawiścią. Jared podszedł do mnie cicho i przytulił, właściwie niewiele potrzeba było mi, żeby się uspokoić.  Słyszał całą kłótnię bo darłam się w niebogłosy, próbując jako odreagować to wszystko.

- Połóż się, zaparzę ci jakąś herbatę, chyba mamy melisę to cię wyciszy – powiedział i zaprowadził mnie do salonu, położyłam się grzecznie i patrzałam w sufit, tak jakbym w ogóle nie kontaktowała.  Po chwili przyniósł mi herbatę i usiadł koło mnie, ponieważ oczywiście podniosłam się żeby wypić zawartość kubka.

- Zapewne chciałbyś wiedzieć jak to było ze mną i rodziną co? – powiedziałam i nawet lekko się uśmiechnęłam, byłam przyzwyczajona do mówienia o tym

- Nie musisz jeżeli nie chcesz, nie chcę naciskać Effy – powiedział i spojrzał na mnie.

- To dla mnie normalka – uśmiechnęłam się – od zawsze byłam tą gorszą w domu, chociaż byłam solidniejsza, milsza i ogólnie lepiej wychowana niż moja siostra Amber. Ona mogła wszystko ja nic, później zaczęły się kłótnie i wszystko co złe trafiało na mnie. Nigdy nie czułam miłości od nich, jedynie zimno, nigdy ciepło. Kiedy matka miała zły dzień potrafiła zdzielić mnie za byle gówno, typu „ źle umyłaś naczynia” albo  wmawiała mi coś co nie było prawdą. Nie myśl, że nie próbowałam z tym walczyć, bo próbowałam, ale zwykle było mówione, że sobie to wmawiam, bo właściwie kto uwierzy debilnej nastolatce. Kiedy miałam 16 lat, któregoś listopadowego wieczoru siedziałam w pokoju, na parapecie, z jakąś książką jaką udało mi się pożyczyć od ciotki, czytałam ją i oglądałam gwiazdy, kocham to robić, i jedynie to mnie ratowało w ciężkich chwilach. Moja matka wróciła z pracy wściekła usłyszałam że stłukła talerze, a potem wołanie mnie do kuchni, cóż miałam zrobić jak nie miałam jej posłuchać? Dostałabym dwa razy mocniej niż mogę dostać za to, że zbiła talerz. Poszłam i posprzątałam potłuczone talerze, ale podobno coś zostało. Przyszła do mojego pokoju. Zaczęła wyzywać mnie od szmat, a ja zaczęłam się bronić, pierwszy raz uderzyłam własną matkę w obronie, cóż dostałam dwa razy mocniej. Spadłam na łóżko z nosem z którego płynęła lepka krew. Dziwne prawda? Że matka bije własną córkę.  A jednak jestem żywym przykładem. Pół roku walczyłam ze sobą, każdego dnia przypominając sobie jaka to jestem najgorsza, do cna przesiąknięta wszystkim co słabe. Nikogo nie było w domu, był 6 maja, słońce świeciło mocno, a ja siedziałam w domu, pod karą jeżeli wyjdę.  Wszystko miałam zaplanowane, list leżał na moim stoliku, a ja trzymałam w rękach nóż. Niby bardzo głupie i odważne próbować się zabić. Zamknęłam oczy, i wcisnęłam nóż w swój brzuch, a lepka i ciepła krew zaczęła wypływać z rany, była głęboka, osunęłam się na ziemię a moje ubranie z białego stawało się czerwone, nie żeby coś, ale poraniłam się jeszcze raz. Wtedy do domu wszedł tata, nigdy nie widział jak matka mnie bije, albo udawał, że nie widzi, znalazł mnie w tym stanie. Karetka przyjechała cholernie szybko,  podobno gdyby tata przyszedł 10 minut później byłabym w stanie krytycznym, pomimo, że i tak straciłam przytomność. Obudziłam się w szpitalu, jedyne co mi powiedziano, że będzie dobrze. Wtedy zaczęłam się leczyć, faszerowali mnie tabletkami, i  sesjami z psychiatrami. Gówno dały, sama nauczyłam być silna na tyle na ile jestem teraz. Dzisiaj to tylko wspomnienia, które czasami wracają z silniejszą mocą – powiedziałam, a on spojrzał na mnie z współczuciem, ale nie powiedział tandetnych słów, jak to, że współczuje, że mu przykro, coś tam, przytulił mnie. To mi wystarczyło.

- Już tam nie wrócisz, obiecuję, że więcej nie wrócisz do tego piekła – pocałował mnie delikatnie w policzek. Niby nasze plany poszły się rypać, ale wieczorem zamówiliśmy pizzę i obejrzeliśmy jakiś serial, na drugi dzień poszłam grzecznie do szkoły, ale pomimo jednego dnia wrażeń drugi nie był zbytnio lepszy.

- Elizabeth, to dla ciebie – sekretarka podała mi jakąś kartkę, złapałam ją. Wydalenie ze szkoły, a powód brzmiał: prośba rodziców.

Co jeszcze wymyśli moja matka żeby zniszczyć mi życie? Wrzuciłam papier do torby i wyszłam ze szkoły. To był koniec z aktorstwem. 

prayingforariot : :
sty 06 2014 5. I am home
Komentarze: 1

Kiedyś w moim życiu mieszkał na stałe smutek i łzy, nie wyobrażałam sobie wieczoru bez łez przelanych nad swoim własnym ja. Nienawidziłam siebie od czubka głowy aż po palce u nóg. I od tak w głupim miejscu i w głupim czasie pojawił się w moim życiu Jared.  Czuję że nadajemy na tych samych falach pomimo tego, że jest ode mnie starszy, i w ogóle. Łączą nas pasje, nadzieje.

- Ja mieszkam tutaj od 19 lat, i właściwie nigdy nie spotykało mnie nic dobrego, ciągłe problemy, czekam aż skończę tą szkołę i wyjadę w cholerę, albo chociaż się wyprowadzę – uśmiechnęłam się żeby nie pokazywać że jestem smutna, bo ciężko mówiło mi się za każdym razem o rodzinie. O domu, jaki nie dawał szczęścia i innych pierdołach.

- Każdy musi odbić się od dna Eff – powiedział

- Niby tak – rzuciłam przed siebie kamieniem i głęboko westchnęłam, miałam na sobie spódniczkę od mundurku i zaczynało robić mi się zimno, i oczywiście po mnie zawsze to widać

- Jest ci zimno – powiedział i wziął moje nogi i umiejscowił je na swoich po czym położył na nie swoją kurtkę, faktycznie było mi cieplej

- Dziękuję – powiedziałam delikatnym tonem głosu, Jared uśmiechnął się tylko. Ze względu na to, że jutro także miałam szkołę zawiózł mnie szybciej do domu, ale właściwie nie musiał. Od razu jak weszłam dostałam nieźle popalić za to, że siedzę do niby nocy.

- Zachowujesz się karygodnie, jesteś rozpuszczoną idiotką! – tyle usłyszałam od mojej kochanej matki, próbowałam się uspokoić ale nie mogłam

- Dobrze, że twoja druga idealna córeczka ma dobrze, tak bardzo jestem rozpuszczona? Tak!? – wzięłam talerz i rzuciłam przed siebie – W takim bądź razie żegnam was wszystkich, tylko się spakuję

- I tak spanikujesz i jutro przyjdziesz przepraszać – powiedziała z salonu Amber

- Zobaczymy – pobiegłam do pokoju i spakowałam do torby kilka ubrań i schowałam odłożone pieniądze. Wyszłam z domu i wzięłam jeszcze na pożegnanie paczkę fajek mojej matki która leżała na blacie kuchennym. Wyszłam z kamienicy, z cieknącymi łzami po moich policzkach. Byli okropni, za każdy razem mi to pokazują, jak bardzo jestem dla nich ciężarem. Chodziłam całą noc po mieście próbując znaleźć jakieś swoje miejsce, rano zjawiłam się w szkole, torbę schowałam do szafki i poszłam na lekcje, miałam francuski, więc przysnęłam na tej lekcji, ponieważ nauczycielka nie zwracała na nas uwagi. Po próbie byłam wymęczona, wyszłam ze szkoły i usłyszałam głos Jareda.

- Hej, stój – krzyknął do mnie miło, a ja podeszłam i wsiadłam na jego motor

- Jedźmy – odparłam, pojechaliśmy znów na wzgórza, zaczęłam wszystko opowiadać z każdym przetoczonym jeszcze raz słowem, przerywając co chwilę żeby powstrzymać łzy.

- Właściwie mieszkam teraz sam, wynająłem mieszkanie, więc jeżeli nie masz gdzie iść to możesz zostać u mnie – powiedział lekko się uśmiechając.

- Jeżeli nie będzie problemu, zapłacę połowę czynszu, pójdę do pracy – powiedziałam i spojrzałam na niego

- Nie ma sprawy, zostań ile będziesz potrzebowała – odparł.  I tego dnia moje życie zmieniło się, i nabrało nowego sensu.

1 Stycznia 1993 roku.

Minęło już prawie pół roku od kiedy mieszkam z Jaredem, chodzę do szkoły, pracy i jestem w związku. Właściwie wszystko jest tak jak być powinno.  Sylwestra spędziliśmy przed telewizorem w naszym mieszkaniu. Było to małe mieszkanie bo miało tylko salon sypialnię łazienkę i kuchnię ale nam wystarczało, ja spałam w sypialni a on w salonie, bo tak się uparł. Nie było źle, pracuję jako kelnerka w jednej z restauracji, nie rozmawiam z rodzicami od czasu naszej kłótni. Oni nie chcieli zapewne mnie już znać, a Amber powinna za niedługo rodzić. Zresztą co mnie to obchodzi. Jared dogadywał się wspaniale z moimi przyjaciółkami, i często wychodziliśmy wszyscy razem, one z chłopakami i ja z Jaredem. Byłam szczęśliwa.

- Jared lecę do pracy, tam masz obiad, myślę, że będzie ci smakował – musnęłam jego policzek – będę po 23 – pocałowałam go czule w usta, złapałam torebkę i wyszłam do pracy, mijałam wielu ludzi i wielu z nich znałam.  Poszłam do pracy w której zawsze była dobra atmosfera, ale dzisiaj miałam niezwykłych gości : moich rodziców wraz z ciężarną Amber, podeszłam do ich stolika.

- W czym mogę pomóc? – powiedziałam zimno, wiecie najśmieszniejsze było to, że płacili nadal za moją szkołę, więc byłam nadal jakby na ich utrzymaniu

- Elizabeth? – powiedziała matka patrząc na mnie

- Jakoś musiałam poukładać sobie życie – powiedziałam obojętnie – co zamawiacie? – powiedziałam znów zimno, a Amber rzuciła do mnie chamskie docinki, z których sobie nic nie zrobiłam – mam nadzieję że do dziecka będziesz się ładniej odzywała – uśmiechnęłam się sztucznie i odwróciłam się napięcie, poprosiłam koleżankę aby ich obsłużyła.  Wyszłam z pracy punkt 23, więc w domu byłam około 23:30. Jared już spał co było nieuniknione. Na szczęście jutro miałam wolne od szkoły więc mogliśmy spędzić razem trochę więcej czasu. Planowaliśmy spędzić dzień w domu razem, po prostu.

- Wstawaj księżniczko – usłyszałam i otworzyłam oczy a nade mną stał uśmiechnięty Jared, uśmiechnęłam się i podniosłam z łóżka. Zostałam obdarowana namiętnym pocałunkiem, po czym poszłam pod prysznic, zajął mi niespełna 10 minut i usiadłam w dresie i koszulce jaką mi dał koło niego. Oczywiście zamiast oglądać to co było w ów telewizji woleliśmy obściskiwać się i całować przez cały czas. Rozbrzmiało pukanie do drzwi, po namowie Jareda poszłam otworzyć. Omal nie padłam na zawał gdy je otworzyłam

- Mama?! 

prayingforariot : :
sty 06 2014 4. The Fantasy
Komentarze: 0

- Cześć – powiedziałam  i lekko się uśmiechnęłam, usiadłam z nim na motor i pojechaliśmy do MacArthur Park, usiedliśmy koło jeziorka jakie tam się mieściło, muszę przyznać że było tam dość spokojnie jak na wtorek. Miałam szczęście, że poznałam Jareda, bez niego nie wiem jak dałabym radę przeżyć czas kiedy w domu jest Amber.

- I jak minęła ci noc? – zapytał spoglądając na mnie

- Dobrze – odparłam i uśmiechnęłam się – wyspałam się – znów się uśmiechnęłam – a Tobie? – zapytałam spoglądając na niego lekko

- Niezbyt dobrze, nie mogłem spać -  pomimo tego uśmiechnął się, siedzieliśmy chwilę w ciszy kiedy to Jared pomyślał, że będzie śmiesznie jak obleje mnie wodą, w efekcie czego byłam przemoczona, ale na szczęście było ciepło jak na tą porę i szybko wyschłam, ale oczywiście nie zostawiłabym tego bez zemsty, poszliśmy na lody, do budki która była niedaleko parku.

- Uważaj z kim zaczynasz – zaśmiałam się i posmarowałam mu twarz słodkim lodem czekoladowym,  podziękował mi tym samym, co skutkowało lodową wojną. W końcu żebym przestała złapał mnie za nadgarstki i przycisnął do siebie, patrzyliśmy sobie w oczy lekko się do siebie uśmiechając , patrzyliśmy na siebie przez jakąś długą chwilę. I faktycznie nie wiem czy to był impuls czy co. Przybliżył się do mnie o krok bliżej, stykaliśmy się niemal nosami, a ja i tak nie spuszczałam z niego wzroku, zamknęłam oczy i postanowiłam, że co ma się dziać to ma. Delikatnie musnął moje wargi, a mi zrobiło się jeszcze cieplej niż było wcześniej, tak jakby przez moje ciało przechodził ogień. Otworzyłam oczy. Oboje lekko zmieszani spojrzeliśmy na siebie. Nie znaliśmy się za długo i zapewne większość dziewczyn z mojej szkoły nazwałoby mnie dziwką, że pocałował mnie ledwo poznany facet, ale dla mnie to nie było złe. Nigdy pocałunek nie był zły. Dlatego nie zastanawiając się długo ja przejęłam inicjatywę, moje wargi lekko musnęły jego, ale ten nie przestawał, objął mnie w okolicy łopatek i kontynuował pocałunek.  Praktycznie to był mój pierwszy poważny pocałunek, ale miałam nadzieję, że nie wyszłam źle, jeżeli to dalej robi.

-  Nie powinnaś już być w szkole? – powiedział po chwili patrzenia na siebie, spojrzałam na zegarek, była 11:15 więc miałam 10 minut żeby zdążyć na zajęcia

- Cholera! Mam 10 minut! – powiedziałam, a ten pociągnął mnie na rękę i zaraz odjechaliśmy, na szczęście miałam mundurek na sobie, pod szkołą byłam o 11:22 więc naprawdę nam się udało.

- O której kończysz? – uśmiechnął się do mnie

- 16 – powiedziałam także się uśmiechając

- Przyjadę – powiedział i musnął mnie w policzek, pobiegłam do szkoły i ledwo zdążyłam na angielski.  Lekcja minęła mi szybko, na przerwie dorwałam dziewczyny. Uściskałam je.

- Jak ci minął weekend Eli? – zapytała Anna, uśmiechając się do mnie

- Wszystko dobrze, tylko nie uwierzycie… - powiedziałam i spuściłam głowę

- Co się stało?! – krzyknęła Daria

- Amber jest w domu i do dodatku w ciąży, mam już dość jej – powiedziałam z wymalowaną złością

- Ja pierdole, nie wierzę – zaśmiała się Anna – wybacz ale wpadła na studiach, jaka laska – wybuchłyśmy śmiechem, nie mogłyśmy się uspokoić

- Ale jeszcze pewnie coś więcej się działo – powiedziała Daria, i śmiesznie uniosła brwi

- Tajemniczy niebieskooki chłopak – powiedziała Anna i uśmiechnęła się

- Jared, ma na imię Jared. Nie jest tajemniczy – uśmiechnęłam się i przypomniałam sobie dzisiejsze momenty kiedy się całowaliśmy, dreszcze same przeszły przez moje ciało

- No i co? – powiedziała Anna

- Było całowanie? – dodała Daria i uśmiechnęła się, na co ja odpowiedziałam także uśmiechem

- Nie wierzę! – krzyknęła Anna

- Nareszcie Eli! – krzyknęła Daria i w tym momencie zadzwonił dzwonek. Miałyśmy lekcje to znaczy próbę do tego tandetnego przedstawienia, reszta dnia naprawdę minęła, i mało co się obejrzałam a byłam już na motorze Jareda i pędziliśmy przez Los Angeles. Pojechaliśmy na Hollywood Hills, w zaciszne miejsce w moje miejsce. Ciche miejsce. Usiedliśmy koło siebie i przez około dziesięć minut siedzieliśmy bez słowa.

- Czego jeszcze oczekujesz od LA? – zapytałam Jareda spoglądając na niego

- Nowego życia, wiem że przeszłości nie oszukam, ale chciałbym zapomnieć, i pomóc mamie i bratu – powiedział

- Uda ci się, zobaczysz. Będziesz jeszcze sławnym aktorem – powiedziałam i oboje się uśmiechnęliśmy.

prayingforariot : :