Archiwum 01 stycznia 2014


sty 01 2014 3. Siostrzeniec albo siostrzenica, całkowicie...
Komentarze: 0

- Elizabeth nie bądź chamska, przywitaj się z siostrą, jest bardzo zmęczona podróżą – powiedziała matka patrząc na mnie jakby chciała mnie zabić

- Witaj Amber – powiedziałam – muszę iść odrobić zadanie domowe z francuskiego, lecę do pokoju – złapałam tylko jabłko stojące na blacie kuchennym i poszłam do pokoju, włączyłam głośno magnetofon jaki miałam w pokoju, i usiadłam na oknie. Oczywiste, że nie miałam zadania domowego. Przecież nie chciałabym siedzieć z tą dziwką. Nie dość, że zawsze mnie traktowała jak służącą to teraz wykorzystuje także rodziców, idiotka z niej.

- Elizabeth kolacja! – usłyszałam i zeszłam niczym jakieś zombie na kolację, usiadłam i patrzałam się jedynie w swój talerz

- Amber zostaje u nas dopóki.. – zaczęła i urwała matka zalewając się łzami spojrzałam na nie obie.

- Dopóki co? – zapytałam znad talerza

- Dopóki nie urodzę – powiedziała dumnie moja siostra i złapała się za brzuch. Czyli miałam mieć siostrzeńca albo siostrzenicę, całkiem śmieszna sprawa moja własna siostra wpadła na studiach, zaczęłam się śmiać i poszłam do swojego pokoju, zamknęłam go na klucz i położyłam się spać. Rano już nie wstałam taka wypoczęta, ponieważ moja święta siostra musiała mieć wszystko co tylko chciała, a ja musiałam to spełniać. Byłam cholernie niewyspana, ale i tak musiałam iść do szkoły. Dorwałam dziewczyny na przerwie

- Przepraszam was, naprawdę…  

- Spokojnie, wiedziałyśmy że cię porywa ten przystojniak! Jejku ale trafiłaś Eli! – powiedziała Anna i uśmiechnęła się, a Daria to samo.

- To tylko kolega – powiedziałam oburzona i ruszyłam ku Sali. Po szkole Jared nie czekał na mnie pod szkołą więc mogłam pójść sobie spokojnie do swojego azylu – na wzgórza. Usiadłam na moim ukochanym kamieniu i zaczęłam ryczeć jak debilka. Czułam się fatalnie, wiedziałam, że czeka mnie horror w domu, i naprawdę ogarnął mną strach.

- Dlaczego płaczesz? – znajomy głos za pleców. Odwróciłam się i otarłam łzy

- Nie ważne – powiedziałam i odwróciłam się aby patrzeć na widok jaki mnie uspokajał

- Nikomu nie powiem – odparł Jared siadając koło mnie

- Ja Cię nawet nie znam! – krzyknęłam – zjawiłeś się od tak tutaj, ja mam przesrane rozumiesz?  Nienawidzę siebie za to jaka jestem słaba – powiedziałam i znów się rozpłakałam, nie wiem nawet dlaczego, objął mnie ramieniem

- Nie zasługujesz na to – powiedział wprost do mojego ucha co wywołało uśmiech na mojej twarzy.  Rozmawialiśmy jeszcze chwilę. Potem Jared postanowił, że odwiezie mnie do domu.

- Nie musisz naprawdę mnie odwozić – uśmiechnęłam się – mogę iść pieszo przecież – powiedziałam zakładając moją skórzaną kurtkę i odgarnęłam włosy do tyłu.

- Ale chcę – powiedział i odwzajemnił mój uśmiech – wsiadaj, tym razem będę spokojnie jechał – wyszczerzył ząbki, a ja objęłam go rękoma.  Podjechaliśmy wprost przed blok.

- Idę jeszcze zapalić więc możesz jechać – powiedziałam uśmiechając się lecz ten namolnie mówił, że zostaje ze mną, odpaliłam mojego ostatniego papierosa zaciągając się dymem i spokojnie wypuszczając go z płuc i lekko się uśmiechając. Nie chciałam iść do domu, nie chciałam oglądać Amber i słuchać jak to mam jej usługiwać. Cholera by ją wzięła, i cały ten pieprzony dom.  Jared miał podobną kurtkę do mnie i wyglądaliśmy jak rodzeństwo, trochę śmiesznie, ale lepsze jego towarzystwo niż dom.

- Nie chcesz wracać prawda? – powiedział patrząc na niebo

- Nie, najchętniej bym tam wcale nie wracała – powiedziałam bez uczuć i dokończyłam palenie papierosa. – Czasami chciałabym – powiedziałam – uciec, od nich, od ludzi którzy mają gdzieś to co ty czujesz – dodałam

- Jeżeli będziesz miała ochotę, możemy uciec razem – uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam ten uśmiech

- Uciekniemy jeszcze i będziesz miał rolę – powiedziałam a on objął mnie ramieniem, i nie powiem, że nie siedzieliśmy do rana, bo siedzieliśmy. Na szczęście był weekend więc nie musiałam się przejmować że muszę rano wstać.

- Eff zobaczymy się jutro? – powiedział przed tym jak miał odjechać

- Podjedź o 8, pójdziemy jeszcze w jedno fajne miejsce w LA – uśmiechnęłam się, uścisnęłam go i pobiegłam do pokoju.  Położyłam się na łóżku i przysnęłam, obudziłam się około 6. Zaraz miałam spotkać się z Jaredem więc chciałam się jakoś przygotować.  Pomalowałam sobie oczy dość mocno, tak jak lubiłam i wyszłam poczekać na Jareda.

- Cześć – uśmiechnął się ukazując swoje zęby znów, a mi zrobiło się ciepło.

prayingforariot : :